Metropolizacja polskiej przestrzeni [PL/DE]

[ Deutsch ]

Bohdan Jałowiecki, Warszawa

Artykuł ukazał się najpierw po niemiecku w Polen-Analysen 13 (15.05.2007).

Warszawa jako metropolia

Polskie miasta znajdują się w fazie dość intensywnych przemian, przekształca się ich struktura zawodowa i społeczna, coraz większą rolę odgrywają usługi, widoczna jest pogłębiająca się polaryzacja społeczno-przestrzenna, obserwuje się procesy suburbanizacji i kształtowanie się na obrzeżach metropolii osiedli rezydencjalnych. Centralne obszary miast wskutek inwestycji zagranicznych zmieniają swój charakter, pojawiają się wysokie budynki biurowe, i mieszkaniowe oraz hotele międzynarodowych sieci. Niektóre atrakcyjne turystycznie obszary są rewitalizowane. Zwiększająca się intensywności relacji utrzymywanych przez zagraniczne firmy działające w sferze finansów i usług dla przedsiębiorstw powoduje, że Warszawa wchodzi w sieci europejskich metropolii i zajmuje już, wg. klasyfikacji grupy badawczej „Globalization and World Cities - Study Group & Network", miejsce w pierwszej dziesiątce przed takimi stolicami jak Lizbona, Budapeszt, Berlin, Rzym, Ateny, Oslo, Helsinki i Bukareszt. Inne polskie duże miasta w stosunku do Warszawy dzieli znaczny dystans. I tak np. na skali miast Polski pod względem ich sytuacji gospodarczej pierwsze miejsce zajmuje Warszawa przed Poznaniem i Wrocławiem. Na kolejnych miejscach wśród potencjalnych metropolii znajdują się Kraków i Gdańsk. Natomiast najmniej korzystną pozycję ma Łódź. Warszawa zajmuje zatem wśród polskich metropolii szczególną pozycję. W stolicy ma swoją główną siedziby 500 największych polskich przedsiębiorstw. W mieście tym także szybko rozwija się działalność doradcza. Według badań W. Wilka ciągu 10 lat liczba takich firm wzrosła z 9 do 432. Również szybko rośnie liczba kancelarii notarialnych i adwokackich. Zmiany struktury zawodowej indukują przekształcenia struktury społecznej i przestrzennej miasta. Osoby zatrudnione w usługach wyższego rzędu legitymują się wyższym poziomem wykształcenia, osiągają na danym rynku pracy wysokie zarobki, nabywają lub wynajmują mieszkania o wyższym standardzie oraz przeznaczają stosunkowo znaczne środki na konsumpcję stanowiąc atrakcyjną publiczność centrów handlowych. Obserwacja procesów transformacji w Polsce pokazuje, że metropolie rozwijają się szybciej niż województwa, do których należą, dotyczy to szczególnie Krakowa, Warszawy i Poznania. Powiększa się także dystans między miastami, a otaczającymi je obszarami. W zależności od wielkości miasta jego promień oddziaływania sięga 20 – 50 km, zaś poza tym obszarem można obserwować stagnację, a nawet regres, który wynika z „wypłukiwania" z tego obszaru zasobów ludzkich i materialnych. Chociaż ekstrapolacja istniejących trendów, szczególnie w wieloletniej perspektywie, jest ryzykowna to można jednak przewidywać, że zjawiska globalizacji gospodarki sprzyjające procesom metropolizacji będą się w nadchodzącym dziesięcioleciu także w Polsce nasilać. Wynika to przede wszystkim ze zmian technologicznych i udziału nauki w rozwoju gospodarczym, który ma charakter sieciowy, zaś węzłami tych sieci stają się właśnie metropolie. Jeżeli przyjąć takie założenie to jedynie Warszawa, która dysponuje największym potencjałem naukowym, finansowym i informacyjnym, oraz jest głównym centrum decyzyjnym ma szanse na szbki metropolitalny rozwój. O powodzeniu pozostałych potencjalnych metropolii będą przede wszystkim decydować ich powiązania z przestrzenią europejską. Tak więc największe szanse z tego punku widzenia mają Poznań i Wrocław. Kraków dysponując najbogatszym w Polsce zasobem turystycznym staje się coraz bardziej atrakcyjny dla zagranicznych turystów co wiąże się z rozwojem transportu lotniczego obsługiwanego przez tzw. „tanie linie". Położone peryferyjnie Trójmiasto[1] znajduje się w znacznie gorszej sytuacji niż Poznań, Wrocław i Kraków. Wśród tych trzech miast ma ono najmniejsze szanse na zdynamizowanie rozwoju, ponieważ obok niekorzystnego położenia ma także najsłabszy potencjał naukowy. Kolejną cechą jest brak skoordynowanej polityki rozwoju na tym obszarze, ponieważ istniejące trzy samorządy zamiast współpraować konkurują ze sobą. Natomiast niewątpliwym atutem Trójmiasta jest największy po Krakowie zasób turystyczny. Wśród potencjalnych metropolii osobne miejsce zajmuje konurbacja górnośląska składająca się z kilkunastu miast o bardzo różnej sytuacji gospodarczej i urbanistycznej. W najlepszej sytuacji są cztery miasta: Gliwice, Katowice i Tychy oraz w pewnym stopniu Dąbrowa Górnicza. W pozostałych miastach występują liczne przemysłowe odłogi a substancja miejska jest zdegradowana. Rekultywacja terenów poprzemysłowych i rewitalizacja miast będzie bardzo kosztowna i długa. Biorąc pod uwagę doświadczenia zagraniczne (Ruhra, Pas de Calais) będzie to trwało, przy optymistycznym założeniu, ok. 30 - 40 lat.

Downtown Warszawy (Creative Commons)

Downtown Warszawy (Creative Commons)

Przekształcenia przestrzenne

Przestrzenny kształt Warszawy i innych polskich miast zmieniają przede wszystkim bezpośrednie inwestycje zagraniczne nadając im kosmopolityczny i zamerykanizowany wyraz. Przekształcenia te powodują istotne zmiany w relacjach miejsce zamieszkania – miejsce pracy – miejsce usług. Zmniejszenie roli przemysłu i upadek większości fabryk w zachodniej i południowej części miasta zmniejszyły dojazdy do pracy w tym kierunku. Natomiast znaczne zwiększenie miejsc pracy biurowej skierowały potoki ruchu w kierunku centrum. Zmianie uległy także środki transportu, relatywnie zmalało natężenie przejazdów publicznymi środkami transportu, wzrosło natomiast użytkowanie samochodu, szczególnie przez kadry wyższe i wolne zawody. Od początku lat dziewięćdziesiątych wzniesiono w Warszawie ponad 100 wysokich budynków biurowych. Największa ich liczba powstała w ścisłym centrum oraz w Śródmieściu (ok. 60) pozostałe wzniesiono na obrzeżach Śródmieścia i na peryferiach. Prawie wszystkie te budynki należą do tzw. klasy „A", o najwyższym standardzie. Wybudowanie kilku wielkich galerii handlowo-rozrywkowych typu „mall" na obrzeżach centrum takich jak „Promenada", po wschodniej stronie Wisły, „Galeria Mokotów", na południu, „Blue City", na zachodzie i „Arkadia" na północy spowodowało rozproszenie ruchu i znacznie zmniejszyło atrakcyjność centrum miasta jako przestrzeni handlowej, usługowej i rekreacyjnej. Z kolei położone obok dworca centralnego olbrzymie centrum handlowe będące swoistą enklawą, w zamierzeniu jej twórców, ma m.in. służyć przybywającym do niego pociągami mieszkańcom peryferii. Natomiast centra handlowe zlokalizowane poza granicami administracyjnymi miasta, w Jankach, Markach i Piasecznie stały się generatorami ruchu z centrum ku peryferiom przede wszystkim samochodami, ale także transportem zbiorowym oferowanym często nieodpłatnie przez dyrekcje tych przedsiębiorstw handlowych. Tak więc przestrzeń konsumpcyjna Warszawy a w nieco mniejszym stopniu Poznania i Trójmiasta zdominowana jest przez centra handlowe, wśród których wyróżniają się obiekty wielofunkcyjne, które w jednym kompleksie skupiają miejsca zakupów, usług oraz rozrywki, a nawet biura i hotele. W Warszawie pod koniec 2005 r. znajdowało się ponad 30 centrów handlowych w tym 6 nowej generacji typu „mall", ponadto jeden obiekt tego typu, podobno największy w Europie, znajduje się w budowie. Powierzchnia „Złotych tarasów" ma liczyć 225 tys. m², w tym 65 tys. m² zajmą galeria handlowa oraz kino i centrum rozrywkowe. W Poznaniu liczba centrów handlowych jest skromniejsza, jest ich bowiem 9, a o jedno mniej znajduje się w Trójmieście. Warszawę, ale także inne największe polskie miasta cechują silne kontrasty między fragmentami nowoczesnej zabudowy biurowej i mieszkaniowej oraz luksusowymi centrami handlowymi z jednej strony a socjalistycznymi wielkimi zespołami mieszkaniowymii zdegradowaną przestrzenią publiczną z drugiej. Brak planów zagospodarowania przestrzennego powoduje chaos w przestrzeni centralnej miasta. Nowe budynki lokalizuje się często na przypadkowych wolnych działkach, bez związku z otoczeniem. Nie tworzą one zwartych całości, a jedynie enklawy nowoczesności w substandardowym, a często zdegradowanym otoczeniu. Brak reprywatyzacji i środków publicznych na wykup terenów z rąk właścicieli w celu ich odsprzedaży inwestorom uniemożliwia realizowanie wielkoskalowych operacji urbanistycznych na wzór Potsdamerplatz w Berlinie. Trudności w racjonalnym inwestowaniu wynikają nie tylko z braku środków publicznych na udostępnienie terenu, a także z działań typu NIMBY. I tak np. stowarzyszenia działające pod hasłem „ekologia" oprotestowują daną inwestycję, a następnie po otrzymaniu odpowiedniego „odszkodowania" od inwestora wycofują protest. Czynnikiem hamującym inwestycje jest także działanie stowarzyszeń ochrony zabytków, które sprzeciwiają się naruszeniu integralności, będących przeważnie w bardzo złym stanie technicznym, budynków mimo, że ich wartość artystyczna jest znikoma. W innych miastach jak np. w Poznaniu i w Trójmieście powstaje, w porównaniu z Warszawą, mało nowych budynków biurowych, podobnie luksusowe budownictwo mieszkaniowe należy do wyjątków. Natomiast w obu tych potencjalnych metropoliach najszybciej postępuje budowa nowoczesnych obiektów handlowych. Przykładami mogą być zlokalizowane w centrach miast galerie handlowe: „Galeria Dominikańska" we Wrocławiu, tzw. „Manhattan" we Wrzeszczu, „Manufaktura" w Łodzi i „Stary Browar" w Poznaniu, jedno z najbardziej udanych centrów handlowo-rozrywkowo-kulturalnych w Polsce.

Suburbanizacja

W Warszawie, podobnie jak w wielu innych metropoliach europejskich, obserwować można odśrodkową migrację z centrum na peryferie. Osoby dysponujące znacznymi środkami materialnymi budują indywidualne rezydencje w miejscowościach podmiejskich lub też nabywają domy w osiedlach zamkniętych. Bardziej szczegółowe obserwacje pozwalają na konkluzję, że dodatni bilans migracyjny miały gminy położone w najbliższym sąsiedztwie Warszawy; wśród nich wyraźny był podział na gminy położone na południowy-zachód i północny-wschód od miasta; w przypadku tych pierwszych napływ ludności z Warszawy sięgał 40 km od granic miasta, w tych drugich dotyczył tylko gmin bezpośrednio sąsiadujących z miastem, czyli sięgał nie więcej niż na 5-10 km. Południowo-zachodni kierunek rozwoju obszaru metropolitalnego jest uzasadniony większą atrakcyjnością tych terenów zarówno pod względem naturalnym jak i zagospodarowania przestrzennego, chodzi tu w szczególności o takie gminy jak Konstancin - Jeziorna czy też miejscowości położone na zachód od miasta, wzdłuż uruchomionej jeszcze przed II wojną światową linii kolejki łączącej osiedla podmiejskie. Wymienione obszary były już w okresie międzywojennym zapleczem mieszkaniowym zamożnych warstw społecznych mieszkańców Warszawy. Wśród osiedli podmiejskich wyróżnia się Konstancin, który funkcje rezydencjalne pełnił jeszcze przed wojną. W okresie Polski Ludowej miejscowość ta podupadła i dopiero po 1990 r. zaczęto przywracać jej dawną świetność. Konstancin nazwany przez prasę polskim „Beverly Hills", stał się miejscem stałego, a częściej okresowego zamieszkiwania nowej burżuazji i klasy metropolitalnej, ludzi znanych z pierwszych stron gazet. „Wśród osób kupujących zabytkowe wille – pisze R. Siemińska, autorka interesującej pracy o Konstancinie – można wyróżnić dwie grupy: autentycznych miłośników piękna, którzy przywracają domy do stanu świetności, choć nie wszystkie w ich historycznym kształcie, każąc willom pęcznieć, przybierać charakter rezydencji i tych, którzy działają wg tzw. 'konstancińskiego' systemu odbudowy i konserwacji zabytków, tj. zamiast prowadzić kosztowne prace remontowe celowo doprowadzają do dewastacji i wyburzenia obiektu, i budują nowe rezydencje, nawet trzy razy większe od poprzednich. W ten sposób znikła jedna czwarta budynków. Decydujące znaczenie dla cen posesji mają elementy snobistyczne – dom musi być w bliskim sąsiedztwie osób znanych z pierwszych stron gazet. Dużą rolę odgrywa też architektura obiektu – jak mówi jeden z agentów handlu nieruchomościami – który od lat sprzedaje warte miliony euro wille, musi być ona 'szalenie reprezentacyjna'. Od paru lat niezmiennie modne są klasycystyczne pałacyki albo domy o modernistycznej bryle. W dobrym tonie jest mieć posesję porośniętą starodrzewem o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych, a najlepiej powyżej hektara. Standardowym wyposażeniem rezydencji jest kort tenisowy i basen, w którym ściany i dno pokrywa mozaika bizantyjska, jest też często sauna, kręgielnia, oranżeria i domek ogrodnika. W ogromnych domach, w których korytarze wyłożone są różnymi rodzajami drewna można zabłądzić. Kuchnie w stylu prowansalskim, piwnice, w których przechowywane sądrogie wina, a nawet pokoje do robienia bukietów nie należą do rzadkości – dodaje Zuzanna Pol z National Geographic. Wizytówką rezydencji jest też ogrodzenie. Okazały wjazd na teren posiadłości podnosi jej wartość i świadczy o właścicielu. Mieszkańcy nie chcą wystawiać się na widok publiczny, buduje się więc superluksusowe, niedostępne dla postronnych twierdze otoczone wysokimi murami obronnymi, najeżone budkami strażniczymi". Konstancin jest tylko jednym z przykładów suburbanizacji. Zamożni mieszkańcy Warszawy, pracując nadal w mieście przenoszą się do strefy podmiejskiej w poszukiwaniu lepszych warunków życia, oferta nieruchomości jest zróżnicowana, od posiadłości za kilka milionów euro, do znacznie skromniejszych obiektów oferowanych przez deweloperów w ogrodzonych i strzeżonych osiedlach. Podobne procesy widoczne są w innych potencjalnych metropoliach. I tak np. w gminach wokół Poznania powiększa się ludność z wyższym wykształceniem. Dodatnie saldo mają m.in. takie obszary jak: Tarnowo Podgórne, Komorniki, Swarzędz i kilka innych. Analogiczne zjawisko występuje w przypadku Trójmiasta, gdzie gminy obszaru metropolitalnego mają również dodatnie salda migracyjne osób z wyższym wykształceniem, natomiast w samym Trójmieście sytuacja jest zróżnicowana, w Gdańsku obserwować można saldo ujemne, podobnie traci osoby z wyższym wykształceniem Sopot, zyskuje zaś Gdynia. Tak więc powiększanie się ludności z wyższym wykształceniem w obszarze metropolitalnym kosztem miasta właściwego jest szczególnie widoczne w Warszawie, ale także zaznacza się w Poznaniu i nieco w mniejszym stopniu w Trójmieście.

Metropolitalne zróżnicowanie społeczne

Społeczeństwo realnego socjalizmu cechowało się znacznie spłaszczoną strukturą społeczną. Wynikała ona z egalitarnego, niemerytokratycznego systemu wynagrodzeń w znacjonalizowanej gospodarce i upaństwowionych instytucjach, zaś istniejące zróżnicowania społeczne wynikały głównie z nierównego dostępu do pewnych dóbr rozdzielanych według uznania władzy. W ostatnich kilkunastu latach odtwarzają się w Polsce dawne klasy społeczne: klasa średnia i burżuazja. Podstawą odrodzenia klasy średniej była istniejąca w Polsce przez cały okres komunizmu tzw. „prywatna inicjatywa", której część zdołała nagromadzić pewien kapitał finansowy pozwalający na start ekonomiczny w nowych warunkach. Do klasy średniej dołączyli szybko dawni funkcjonariusze partyjni i państwowi, którzy uwłaszczyli się na majątku państwowym. Trzecią wreszcie kategorią, która zaczęła zasilać klasę średnią byli wysoko wykwalifikowani specjaliści, osiągający bardzo wysokie zarobki przede wszystkim w sektorze prywatnym, ale także publicznym. Tak więc strukturalizacji klasy średniej towarzyszyła jej dywersyfikacja. Część jej przedstawicieli zgromadziła tak znaczny kapitał finansowy, że można by ich już zaliczyć do burżuazji. Polscy właściciele wielkich fortun mają jednak, w odróżnieniu od tradycyjnej burżuazji krajów zachodnich, w znacznej mierze ludowy rodowód, nie posiadają więc kapitału kulturowego i nie zawsze przejrzyste jest pochodzenie ich majątku. Geneza majątku jest w tym przypadku o tyle ważna, że jest on świeżej daty, w przeciwieństwie do fortun, także o podejrzanych źródłach, ale o sięgającej 100 i więcej lat tradycji, które upływ czasu całkowicie nobilitował. Z prawdziwą burżuazją polskich bogaczy łączy posiadanie kapitału, dzieli natomiast brak tradycji, w skład której wchodzą wielopokoleniowe wzajemne relacje o charakterze ponadnarodowym, specyficzny obyczaj oraz zwyczaje życia codziennego. Część klasy średniej osiągająca wysokie dochody, ale nie posiadająca na ogół majątku przyjmując specyficzny styl życia, przekształca się w klasę metropolitalną. Podstawowe cechy tego stylu życia to dążność do kariery, pracoholizm, luźne związki seksualne, odkładanie założenia rodziny, a szczególnie posiadania dzieci na później, luksusowa konsumpcja, względnie szerokie kontakty międzynarodowe, stosunkowo znaczne wykorzenienie lokalne i wyraźna identyfikacja kosmopolityczna. W odróżnieniu od tradycyjnej burżuazji, pozycja klasy metropolitalnej opiera się głównie na kapitale kompetencji, bez których współczesne społeczeństwo nie mogłoby funkcjonować. Od typowej burżuazji odróżniają ją także niekiedy brak wielopokoleniowego dziedzictwa i historycznego zakorzenienia. Pojęcie klasy metropolitalnej zbliżone jest do koncepcji „klasy" twórczej Richarda Floridy. Na drugim biegunie znajdują się miejskie warstwy pośrednie, a więc pracownicy usług, pracownicy biurowi i robotnicy. Kategorie te cechuje co najwyżej wykształcenie średnie, choć niekiedy wyższe, mają mały lub degradujący się kapitał kulturowy. Zamieszkują wielkie zespoły mieszkaniowe, rzadziej nisko standardowe domy jednorodzinne na przedmieściach. Kategorie te charakteryzuje ponadto zakorzenienie lokalne i silna identyfikacja narodowa. Jednym z przejawów zmian, które nastąpiły po 1989 r. był wzrost znaczenia edukacji, która stała się dobrem wysoko cenionym nie tylko, jak poprzednio, wśród osób z wyższym wykształceniem, ale w prawie całym społeczeństwie. W zdobyciu wykształcenia zaczęto upatrywać główny czynnik społecznego awansu. Czynnik ten zaczął także, inaczej niż w tzw. „realnym socjalizmie" odgrywać coraz bardziej istotną rolę w rozdziale społecznych gratyfikacji. W tej nowej sytuacji pojawiło się zapotrzebowanie na edukację lepszej jakości, której nie były w stanie dostarczyć, z różnych powodów, szkoły publiczne. Powstał więc rynek usług oświatowych począwszy od przedszkola, aż po szkolnictwo wyższe. Prywatne szkoły podstawowe i gimnazja poszukują zwykle takiej lokalizacji, które ułatwiają im dostęp do wypłacalnych klientów, a zatem istnieje związek między rozmieszczeniem zamożniejszych kategorii mieszkańców i szkół prywatnych. Wśród placówek prywatnych wyróżniają się tzw. szkoły międzynarodowe (jest ich ok. 10), w których kształcą się dzieci elity finansowej. Są one także zlokalizowane w tzw. „dobrych dzielnicach". Jednym z przykładów jest American School of Warsaw, najbardziej prestiżowa szkoła międzynarodowa położona między Warszawą a Konstancinem. Oprócz szkoły podstawowej i liceum mieści się w niej także przedszkole. Oferuje: własne korty tenisowe, salę teatralną na 350 miejsc i komputery we wszystkich klasach. Ale czesne jest bardzo wysokie (w zależności od klasy) od ok. 10000 do 18000 euro rocznie. Kształtowanie się polskiej klasy metropolitalnej i jej specyficzne zachowania znajdują swoje odbicie w przestrzeni. Znaczna część klasy metropolitalnej mieszka w tzw. budownictwie apartamentowym i w peryferyjnych „osiedlach za bramą" (gated communities). Na podstawie wyników badań autora tego artykułu, u mieszkańców luksusowych mieszkań można z pewnym przybliżeniem scharakteryzować cechy warszawskiej klasy metropolitalnej. Wśród mieszkańców apartamentów blisko dwie trzecie, znacznie więcej niż w całej populacji miasta, urodziło się w Warszawie. Mieszkańcy apartamentów mają w większości (blisko 2/3) wyższe wykształcenie, zaliczają się w znacznej części do kadr wyższych i wolnych zawodów oraz cechują się stosunkowo znacznym kapitałem kulturowym mierzonym wyższym wykształceniem ojców. Dwie trzecie z nich to pracownicy najemni, pozostali pracują na własnych rachunek. Gospodarstwa domowe są stosunkowo nieliczne, co dziesiąte to gospodarstwo jednoosobowe, a prawie co trzecie dwuoosobowe. Z reguły w rodzinie pracują dwie osoby. Dochody tych gospodarstw są stosunkowo wysokie. Co trzecia rodzina osiąga dochód przekraczający 4000 euro miesięcznie, również co trzecia znajduje się w przedziale miedzy 3000 a 4000 euro.[2] Blisko trzy czwarte osób ma samochód przy czym są to samochody klasy wyższej i średniej i przeważnie nowe (ponad połowa ma mniej niż 3 lata). Dwie trzecie gospodarstw domowych ma komputer, blisko połowa dostęp do internetu w mieszkaniu. Ponad trzy czwarte badanej populacji wyjeżdża na urlop poza miejsce zamieszkania, w tym niemal połowa badanych deklaruje spędzanie urlopów w zagranicznych miejscowościach wypoczynkowych i zwiedzaniu różnych krajów. Co drugi badany wyjeżdża na urlop dwa razy w roku, a co piąty trzy razy w roku. W klasie metropolitalnej kształtują się, zaczerpnięte z Zachodu, nowe wzory spędzania urlopów. „Do niedawna wśród młodych, zamożnych profesjonalistów – można było niedawno przeczytać w tygodniku „Newsweek" – modne były wycieczki na tropikalne wyspy. Teraz w najlepszym tonie jest samotna włóczęga po Grenlandii albo noclegi w schroniskach dalekiej Azji". Budownictwo apartamentowe w całości budowanych mieszkań stanowi jednak stosunkowo wąski margines. Liczba budynków tego typu w Warszawie nie przekracza dwustu, a liczbę mieszkań można szacować na ok. 10000, cechuje je wysoki standard, w części obiektów znajdują się urządzenia rekreacyjne (fitness, basen, zamknięty teren zielony). Prestiż tych apartamentowych budynków, nadający im symboliczny sens, są nazwy Osiedle Zeusa, Rezydencja nad Potokiem, Wichrowy Park, „Arkadia", „Rezydencja Symfonia" czy „Villa Monaco". Odsetek mieszkań luksusowych w cenie powyżej 2000 euro za metr kwadratowy wynosi ok. 5%. Mimo, że ilościowo, jak na razie jest to zjawisko stosunkowo niewielkie, ma ono jednak spore znaczenie społeczne, ponieważ większość mieszkańców apartamentów to przedstawiciele klasy metropolitalnej. Mimo istnienia zwartych, względnie jednolitych społecznie obszarów struktura społeczno-przestrzenna Warszawy nie ma, tak jak w miastach zachodnio-europejskich, charakteru strefowego, a jej obraz jest raczej mozaikowy. Budownictwo apartamentowe jedynie nie wiele zmienia ten układ umacniając dotychczasową strukturę społeczno-przestrzenną miasta i pogłębiając poprzednio istniejące zróżnicowania.

Gated communities

Ryzyko w ponowoczesnym świecie związane jest ściśle z globalizacją w wielu jej wymiarach, które znajdują swoje odbicie w codzienności miliardów ludzi, którzy stykając się jednak nie tylko z globalnymi, ale także z lokalnymi zagrożeniami mają stale poczucie lęku. Ponieważ trudno jest ograniczyć ryzyko globalizacji można na razie próbować zabezpieczyć się w skali lokalnej. Próbą takiego zabezpieczenia jest schronienie się w osiedlach „za bramą" dające złudzenie bezpieczeństwa i ochrony przed wrogim otoczeniem. Powstają zatem nowe miejskie społeczności, których głównym, jeżeli nie jedynym spoiwem jest strach. Fenomen „osiedli za bramą" (gated communities) najwcześniej rozwinął się w Stanach Zjednoczonych A.P. i w Ameryce Łacińskiej, ale wkrótce dotarł do Europy, w tym także do Polski, gdzie przybrał, szczególnie w Warszawie spektakularne rozmiary. W Europie Zachodniej zjawisko to jest jednak znacznie mniej rozwinięte. I tak np. we Francji wg. szacunkowych danych G. Billarda w 2002 r. istniały 183 strzeżone osiedla, w tym jedynie 72 grodzone, pozostałe chronione były kamerami video, domofonami, a w 14 przypadkach zatrudniano dozorcę. Podobnie w Niemczech zjawisko nie jest jak na razie rozpowszechnione, w Berlinie na granicy z Poczdamem np. istnieje tylko jedno takie osiedle „Arkadien". Na tym tle Warszawa, gdzie liczba „osiedli za bramą" według ustaleń niemieckiego socjologa Henrika Wertha przekracza 200 i nie tylko osiąga, ale relatywnie przewyższa amerykańskie statystyki. Zjawisko to budzi żywe emocje zarówno wśród zwolenników tej formy mieszkalnictwa, jak i jej przeciwników, a także zainteresowanie socjologów i dziennikarzy. Pojawia się więc coraz więcej badań na ten temat oraz artykułów w prasie, które dostarczają aktualnej wiedzy. Oto kilka przykładów zaczerpniętych z artykułów D. Bartoszewicza i M. Zielińskiego z czołowego polskiego dziennika „Gazety Wyborczej". „Ulica Zbyszka Cybulskiego była kiedyś małą alejką na terenie należącym do Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych przy Chełmskiej. Można nią było przejść wzdłuż ogrodzenia wytwórni i dojść na łąkę. Gdy na końcu drogi wybudowano luksusowy apartamentowiec "Villa Monaco" z bardzo drogimi mieszkaniami, ul. Cybulskiego zamknięto. O tym, kto może tu wjechać, decyduje ochroniarz. – Mieszkańców już kojarzę z widzenia i od razu otwieram. Obcych pytam, do kogo jadą, i zapisuję numer rejestracyjny. Jeśli ktoś chce wjechać ot tak sobie, nie wpuszczam. Tu mieszkają bogaci ludzie i nie życzą sobie, żeby byle kto szwendał im się przed oknami – mówi. Wkrótce zamknięta zostanie też ul. Kaszubska. – My ten teren dzierżawimy wieczyście i możemy zagospodarować w taki sposób, jaki uważamy za stosowny – mówi Zuzanna Kołodziej z firmy Eko Classic, która postawi przy Kaszubskiej apartamentowiec. Obcy nie wejdzie na żadną z ulic budowanego właśnie osiedla Marina Mokotów obejmującego 32 ha. Będzie to zamknięta dzielnica na blisko 5 tys. mieszkańców. Stołeczne władze sprzedały deweloperowi teren, nie wytyczając jednak w środku sieci publicznych dróg. Deweloper sam je wyznaczył i wystąpił do rady miasta o nadanie nazw. Ulice pojawią się na planie miasta, ale nikt poza mieszkańcami nie będzie miał prawa nimi przejść".
„W Marinie Mokotów przy Racławickiej 107 będzie żyć kilka tysięcy ludzi odgrodzonych od miasta wałem ziemnym i płotem. Na razie mieszkańców jest niewielu, ale na parterze budynku przy ul. Warownej działają już: kwiaciarnia, punkt Ruchu, pracownia sushi, pijalnia czekolady i delikatesy. Kupić bułkę czy coś zjeść może tu każdy. I od razu zawrzało na poświęconych Marinie forach internetowych. – 'Bojkotujmy lokale, które otwierają się na miasto i chcą obsługiwać wszystkich' – radzi jeden z mieszkańców osiedla na forum internetowym. Na forum Mariny kipi. Niemal wszyscy czują się oszukani przez Dom Development (współinwestor) i sprzedawców, którzy reklamowali osiedle jako zamknięte. Jeden z lokatorów pisze: 'Prawdę mówiąc jestem zły. (...) Drobny złodziejaszek będzie mógł wejść po piwo, a przy okazji ukradnie coś z balkonu albo z auta'. Inny protestuje: 'absolutnie nie zgadzam się na osiedle otwarte – nie po to zrezygnowałem z domu pod Warszawą, by ponownie zastanawiać się nad bezpieczeństwem moich dzieci. Marinę wybrałem głównie dlatego, że stworzyła duże bezpieczne podwórko'. Kolejna lokatorka pisze: 'nie kupiłabym mieszkania na otwartym osiedlu. (...) Jestem zbulwersowana. (...) każdy menel będzie mógł wejść pod mój dom. W moim życiu napadnięto mnie już i obsesyjnie tego się boję. A co do kolesia, który ma tam zamiar mieć sklepiki – jeżeli za jego przyczyną ma być otwarte osiedle, wszystkim przeciwnikom proponuję bojkot – ciekawe, jak na tym wyjdzie? ". Ta obsesja bezpieczeństwa pojawia się jako główny motyw wyboru mieszkania w „osiedlach za bramą", przybierając nieraz formę swoistej „paranoi". Za poczuciem zagrożenia kryją się jednak także inne motywy, których respondenci niechętnie ujawniają. Jest to pogarda dla ludzi biedniejszych od nas, którym się nie powiodło, których nie stać na luksusowe mieszkanie, prywatne szkoły, zagraniczne wyjazdy. Są to postawy charakterystyczne dla dorobkiewiczów i nuworyszy, którym mieszkanie w zamkniętym osiedlu daje poczucie wyższości i zapewnia prestiż. Obserwacje przekształceń polskich potencjalnych metropolii w ostatnich piętnastu latach pozwalają na kilka ostrożnych konkluzji. Warszawa, a w znacznie większym stopniu inne duże miasta jest widownią procesów charakterystycznych dla metropolii Europy Zachodniej, które można tam było obserwować kilkanaście lat temu i są one na razie w początkowym stadium. Obok zjawisk pozytywnych jak swojego rodzaju import nowoczesnej architektury i technologii budynków biurowych, hotelowych i handlowych brak jest koordynacji inwestycji co pogłębia chaos przestrzenny w mieście. W stopniu nieznanym w Europie Zachodniej obserwuje się fenomen gated communities i silne zróżnicowania społeczno-przestrzenne. Brak dużych inwestycji infrastrukturalnych grozi paraliżem komunikacyjnym miasta, wciąż nierozwiązany jest także problem oczyszczania ścieków i składowania odpadów. Należy mieć nadzieje, że przynajmniej niektóre z tych kwestii zostaną rozwiązane w najbliższych latach.

Przypisy

[1] Potoczna nazwa zespołu miast: Gdańsk, Sopot, Gdynia, który tworzą jednorodną, choć podzielona administracyjnie przestrzeń zurbanizowaną.

[2] Przeciętne wynagrodzenie wynosi ok. 500 euro miesięcznie.

O Autora

Autor jest profesorem socjologii, pracuje w Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego, Kierownik Katedry UNESCO – Trwałego Rozwoju w U.W.Opublikował ponad 300 prac naukowych z zakresu socjologii miasta, socjologii rozwoju lokalnego i regionalnego oraz naukoznawstwa. Wykładał gościnnie na Uniwersytecie Paryż I – Sorbona oraz na Uniwersytecie im. Paula Valèry w Montpelier. W latach 1970-1974 brał udział w opracowaniu ogólnego planu zagospodarowania Algieru.